Kłopoty z dopełniaczem.

14-09-2021

Truizmem wręcz jest stwierdzenie, że odmiana rzeczowników i przymiotników przez przypadki przysparza trudności osobom uczącym się języka polskiego jako obcego. Prawdą jest też jednak, że wspomniane zagadnienie gramatyczne bywa kłopotliwe nawet dla samych lektorów. Za przykład może tu niewątpliwie posłużyć dopełniacz, chodzi przy tym nie tylko o poprawność tej czy innej formy (meczy czy meczów, płaszczy czy płaszczów, pokoi czy pokojów?), ale także o to, jak sensownie tłumaczyć kursantom zasady dystrybucji końcówek, i jak sprawić, aby uczący się uzyskali odpowiedzi na zadawane pytania, jednocześnie nie zamieniając zajęć w wykład gramatyki opisowej bądź semantyki. Dopełniacz to zatem zarówno kłopoty z końcówkami, jak i możliwe kłopoty metodyczne.

W podręcznikach do nauczania języka polskiego jako obcego na poziomie A1 znaleźć można między innymi następujące słowa, od których student powinien umieć utworzyć poprawną formę dopełniacza: spodnie, dżinsy, lody, sok, zupa, kurczak. Trudność wiążąca się ze spodniami, dżinsami i lodami polega na tym, że są to pluralia tantum i jako takie nie posiadają liczby pojedynczej wiążącej się z możliwością określenia rodzaju gramatycznego jako męskiego, żeńskiego czy też nijakiego. Z kolei tabele gramatyczne dotyczące dopełniacza liczby mnogiej proponują przyporządkowywanie odpowiednich końcówek właśnie zgodnie z rodzajem określanym na podstawie formy mianownika liczby pojedynczej. Jeśli więc dany rzeczownik należy do grupy pluraliów tantum, to student w zasadzie nie ma możliwości wyboru poprawnej końcówki i ma prawo do zadania lektorowi pytania o regułę rządzącą, w tej sytuacji, jej doborem. Warto też przypomnieć, że dopełniacz liczby mnogiej jest wprowadzany w podręcznikach mniej więcej w połowie wszystkich przewidzianych do realizacji jednostek lekcyjnych, rodzaj męskoosobowy i niemęskoosobowy oznacza więc dla kursantów co najwyżej różnicę między oni/one.

Jak wobec tego przekonująco wyjaśnić uczącym się, dlaczego podręcznik oczekuje od nich utworzenia form, co do których nie zostały podane potrzebne zasady gramatyczne? W mojej opinii na tym poziomie zaawansowania językowego nie są to formy niezbędne, dlatego podczas zajęć po prostu je pomijam, jednak aby można było to świadomie i przekonująco zrobić, należy dobrze znać materiały, z którymi się pracuje.

Pozostałe wymienione słowa, czyli sok, zupa, kurczak bywają dla nauczyciela kłopotliwe, zwłaszcza jeśli wcześniej użycie dopełniacza liczby pojedynczej i mnogiej wprowadzał jako powiązane z niepoliczalnością oraz policzalnością produktów. W jaki sposób wytłumaczyć, kiedy posługujemy się formami soku, zupy, a kiedy formami soków, zup, i dlaczego możemy nie lubić i kurczaka, i kurczaków? Oczywiście dopełniacz liczby mnogiej wyrazów sok, zupa, kurczak jest obecny w uzusie, jednak jego użycie w kontekstach, w których jest wprowadzany na poziomie A1, a zatem w związku z negacją i ilością, nie jest najczęstsze czy najbardziej typowe. Niesie ono też ze sobą nieco inne znaczenie, którego uświadomienie sobie stanowi według mnie niepotrzebne wyzwanie dla początkujących studentów.

Co zatem robić? Według mnie ponownie mamy tu do czynienia z przykładami, których opanowanie warto odłożyć do czasu osiągnięcia przez uczących się wyższego poziomu zaawansowania. Język polski nie jest językiem łatwym, a osobom początkującym może spędzać sen z powiek i bez dopełniacza. Być może więc sensownym rozwiązaniem byłoby niepoświęcanie mu większej uwagi niż jest to naprawdę konieczne.

 

autorka: Michalina Rittner